Historia pasieki

Nie sposób z całą pewnością określić dokładnej daty powstania pasieki. Przypuszczam, że był to rok 1985, w którym dokonałem zakupu pierwszych uli. Mógłbym dziś napisać, że już od tego roku pasieka prosperowała. Jednak było by to duże kłamstwo. Minęło jeszcze kilka lat nim korzyści i przyjemność pracy z pszczołami przewyższyły rozczarowania. Pszczelarstwo okazało się pasją, która wymaga pracy i nauki. Doświadczenia błędów i wyciągania z nich wniosków. Oczywiście można mieć kilka uli i radzić sobie z roku na rok. Zabierać miód na własny użytek i starać się nie zaszkodzić rodzinie pszczelej. Nie oznacza to jednak posiadania pasieki. Mimo wielu lat nadal uczę się kontaktu
z pszczołami. Nie mam na myśli optymalizacji produkcji miodu, nigdy nie interesowała mnie produkcja towarowa.

Im dłużej prowadzę pasiekę tym większym szacunkiem darze pszczoły i podziwiam ich prace. Jednak to nie podziw dla pszczół był motywacją do założenia pasieki. Powody były bardziej egoistyczne i wcale się ich nie wstydzę: Lubię miód! Jest zdrowy, słodki i ma wyrazisty aromat. Komu potrzebna inna motywacja niż chęć posiadania własnej fabryki ulubionych słodyczy.

Teraz myślę, że pomysł na pasiekę dojrzewał wiele lat zaszczepiony przez dziadka Józefa Chmiela. W latach ok. 1950-1960 Józef Chmiel utrzymywał na własne potrzeby dwa ule. Gospodarka jaką prowadził nie była nastawiona na produkcje. Trudno określić na co właściwie była nastawiona.
Ule częściowo składały się z pnia, możliwe, że bartnego, do którego dobudowano nadstawkę. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem niczego podobnego. Miód zbierany był raz w roku i głównym pożytkiem były kwiaty łąkowe oraz drzewa. Pszczoły radziły sobie same w zimie, a i latem nikt do nich nie zaglądał. Ule ustawione na nadrzecznej łące przypominały sielski obraz wsi namalowany przez mistrza. Może właśnie ten malowniczy widok z dzieciństwa i smak miodu prosto z plastra podawanego przez dziadka Józefa sprawił, że chciałem w dorosłym życiu spróbować pszczelarstwa.

Czasem pomysły jak wino wymagają czasu. Wiemy że gdzieś tam są i chcemy je zrealizować
ale odwlekamy w czasie bo zwykle inne sprawy są ważniejsze. A jak już zabieramy się do roboty nasze zaangażowanie słabnie w konfrontacji z rzeczywistością. Tak było w przypadku pasieki. Będąc szczęśliwym właścicielem dwóch uli z zapałem umieszczałem w nim roje tak jak robili to nasi dziadkowie. Teraz uśmiecham się na myśl o błędach oraz mitach które próbowałem kultywować. Szybko moja ignorancja i ważniejsze sprawy przyczyniły się do zaniechania hodowli pszczół. Między 1988 a 1990 ule zasiedlali wyłącznie dzicy lokatorzy z poza gatunku Apis Melifera. Po roku 1990 mając za sobą kilka lat niepowodzeń oraz doświadczenie ponowiłem próbę opierając się przede wszystkim na doświadczeniu innych, wiele czytałem na temat gospodarki w pasiece. Przygotowałem się do tego teoretycznie i z uczuciem profesjonalizmu zabrałem się za pierwszy przegląd.
Kiedy otworzyłem ul okazało się, że właściwie nie wiem co powinienem zrobić. To doświadczenie uświadomiło mi jak długa droga przede mną. Dziś w roku 2012 mogę powiedzieć, iż nadal się uczę. Gdzieś na przestrzeni lat systematycznie powiększałem pasiekę. Nie pamiętam kiedy dokładnie rozpocząłem sprzedaż miodu klientom indywidualnym. Szybko okazało się, że jest wielu ludzi doceniających miód tak samo jak ja, a wraz ze zdobytym doświadczeniem zwiększyła się produkcja. Ilość pozyskiwanego miodu przekroczyła możliwości wykorzystania go na własny użytek. Dzięki temu miałem szanse rozwoju i unowocześnienia metod pracy aby były zgodne ze współczesnymi standardami. Obecnie posiadam około 24 uli, którymi zajmuje się w wolnym czasie. Wciąż doskonale metody i wdrażam nowe linie sprawdzając ich możliwości użytkowe. Jak długo moi klienci oraz ja będziemy zadowoleni z jakości wytwarzanego w pasiece miodu, tak długo nie planuje zakończenia działalności.